zawieszenie

Nie wiem, jak iść naprzód. Zmienić się. Nadal nic się nie zmienia. Otaczam się tymi samymi ludźmi, udaję, pogrążona w monotonii, żyje wciąż myślac co gdyby, jęśli nie.. Nie chce tak tkwić dalej w tym bezsensowny zawieszeniu. Muszę ruszyć naprzód, iść odważnie. Mam 18 lat, ostanie wakacje, w których  przede ną jeszcze liceum. Przeżyję je inaczej. Będę lekkomyślna, będę się bawić, nie martwiąc się o nic.

Pomocy!!!!!!

wczoraj miałam 18 urodziny. Właściwie wiele dzieki temu doceniłam, chyba zauwazylam wreszcie, jaką jestem szczęściara.

Tyle że, nje moge sie tym cieszyc, bo za tydzień mam 18 impreze. Ogólnie swietnie, tylko mam same koleznaki. Moja mama i wszyscy wokół licza ze bdz kilku chłopców. A skad mam ich wziąć? w szkole mam przewagę dziewczyn. nie mam blizszych kolegów, poza nia nigdzie nie wychodze, oprócz korkow, czy basenu…

Co robic? Jak to zalatwic w tydzień? Zaliczyć dyskoteke i poderwać jakiegos przystojniejszegi? Zaprosić moja internetowa fascynacje poznana przez czat? chyba przeStałam odróżniać neta od realu! a moze kogos, kogo tylko pisze na fb? Zrobic to? Czy to juz desperacja?

Zdecydowanie, ale jedno wiem na pewno, cos musze wykombinowac przez te 7 dni, a włączenie 5, wiec jesli ktokolwiek ma jakis pomysł, POMOCY!

Stoję w miejscu..

co mam powiedziec, nic się nie zmieniło. Nie ma szczęśliwych zakończeń, nie w moim przypadku. Mijają minuty, godziny, dni, miesiace, a ja wciąż tak samo zagubiona.. Zagubiona, pochlonieta przez wir nauki, monotonii, samotności.. Jak mam to zmienic? Jak?

Za miesiąc 18 urodziny, a ja ? Wciąż dziecinna i niegotowa na dorosłość. Nie daje rady w szkole, upadłam po każdym sprawdzianie, nigdy nie idzie mi tak, jakbym chciała, a tyle siedzę w książkach..

Moze brak mi czegos? Moze powinnam udawac beztroska i pustą, zeby jakis fajny, normalny chłopak zwrócił na mnie uwagę? Moze oni boja sie odezwac do mnie? Nie wygladam strasznie, nie uwazam się za pępek świata, mam swoje zdanie, nie podbijam dyskotek.. Dlaczego wcjaz jestem sama? Nie boję się tego, po protu czasem chce miec kogos, kogos mojego..

Czy ktokolwiek kiedykolwiek sie pojawi?

Zatracam się

Nie wiem, czy jest sens żebym po raz kolejny pisała, jak bardzo cierpię. Dawno mnie tu nie było. Zapomniałam, a może pamiętałam, ale tak daleko. uznałam, że tego nie potrzebuję, może..Nigdy niczego nie jeste pewna. Nie wiem, czy wolę isc jutro do szkoły, czy zostać w domu i walić to wszystko,. Ciąglę chce być we wszystkim tak beznadziejnie najlepsza, a życie żyje obok mnie.

Trochę się zmieniło. Przeniosłam się na biolchem. Z rozsądku. Mnóstwo nauki, zero pewności w słuszności mojej decyzji. Jedyne czego jestem pewna to, że nigdy nie wyvbacze sobie, że wybrałam szkołe, wiem też, że jestem beznadziejna, jestem kłamczuchą, która musi zmyślać, bo jej życie jest tak nudne, wiem, że kocham moją rodzinę, chce im kiedyś to wszystko wynagrodzić,wiem, że jestem samotna, wiem, że czegokolwiek nie zrobię żałuje, wiem, że jestem brzydka, i wiem, że bezsensu chce mieć kogoś, wiem, że wszyscy uwazaja mnie za typową nudziarę.

Jestem taka naiwna. Pisałam z kimś, długo. A teraz, kiedy to się skończyło, mnie tego brakuję, a on pewnie nawet nie zauważył.

Nie wiem, co robić. Powoli wszystkich od siebie odsuwam, tracę ich.

Tak bardzo chcę być inna…..

 

JAK ŻYĆ?

Proszę, by ktoś wskazał mi drogę. Proszę, ale ciągle jestem sama. Nikogo tu nie ma. Czy ktokolwiek zna mnie taką, jaka jestem, bez maski? Czy ktoś widzi, że moje życie wcale nie jest idelne? Czy ktokolwiek zdaje sobie sprawe, że cześciej chodzę smutna niż uśmiechnięta? Jak bardzo chciałabym być inna? Jak bardzo chciałabym wszystko zmienić? Dlaczego wciąż buduję wokół siebie mur? Dlaczego martwie się, gdy „przyjaciółki” do mnie nie piszą? Dlaczego tak bardzo wszystkim się martwie? Dlaczego nie nie umiem tego olać? Dlaczego nie umiem się otrząsnąć? Dlaczego nie umiem usmiechnąć się do normalnego chłopaka? Dlaczego przybiera poze pewnej siebie, nadąsanej lali? Dlaczego zamykam się w sobie, płaczac, gdy nikt nie widzi? Dlaczego wciąż ranię najbliższych..? Dlaczego jestem beznadziejna?

To nigdy się nie zmieni…………….zawsze juz będzie tak beznadzejnie…Zawsze ja będę beznadziejna.

Oceny!!!

Boje sie jutra! Tak bardzo! Zwale to! Na pewno… Cały rok sie uczę, a tu proszę mam regres! Powinnam odpuścić pierwsze półrocze, lepiej wyszłabym na interesie..
Dwa testy z polaka, ostatnie w tym roku, cholernie sie stresuje.. I zostanę pewnie z 4 na koniec roku… Ahhh nie chce!!!
Żałosne

Nic się nie zmiania.

Lecą miesiące, dni, godziny, sekundy, a ja wciąż stoję w miejscu. Czy jestem aż tak słaba, czy po prostu głupia? Wciąż nie umiem się zdecydować, który kierunek jest dla mnie. Wciąż mam parcie na oceny. Wciąż izoluję się od znajomych. Wciąż większość uważa mnie za snobkę. Wciąż wszystkim się przejmuję. Wciąż nie umiem cieszyć się tym, co mam. Dlaczego nie umiem pokazać, jak jestem w rzeczywistości?

Dawno tu nie byłam, ale naprawdę niewiele się zmieniło, ba, nic się nie zmieniło. Znów miewam kryzysy światopoglądowe. Znów nie widzę sensu, by się starać. Znów uważam się za brzydką, nieatrakcyjną, grubą, tępą. Zasmucam rodziców, choć nie chce. Dołuję się, choć chce to zatrzymać.

6 czerwca. Niedługo wakacje. Wystawianie ocen. A mnie właśnie teraz nic się nie chce. Piszę ostatni sprawdzian z polskiego, bardzo ważny. A nawet nie zajrzałam. Ja- ta piątkowa, zawsze przygotowana, ta która nie sypia po nocach, bo przelicz średnią i zadręcza się błedami.

Tak niewiele mam z młodości. Gdy oglądam amerykańskie filmy i widzę młodych ludzi, niczym się nie przejmujacych, to aż mi siebie żal. 17 lat, podobno najpiekniejszy wiek, a ja nic. Pustka. Jedna wielka DUPA.

 

Do dupy wszytko.

Jest tylko gorzej..

Nie mogę sobie dać rady. Po prostu mnie to wszystko przytłacza. Jest tak dużo nauki. Uczę się, siedze w „domu” całe popołudnia, a efekty są marne. Porównawszy pierwsze półrocze z tym, płakać mi się chce. Dziś niedziela, jadę rano..Kolejny cudowny tydzień, w którym przekonam się jak bardzo beznadziejna jestem. Czy to możliwe, że ucząc się mam nie najlepsze stopnie? 3 z matmy? Nie przeżyję tego. Wiem, pewnie kotś, kto to czyta, uzna, że jestem nienormalna, ale nic nie umiem z tym zrobić. Ciekawe, co dostanę z matmy, jutro się dowiem, jeśli to bdz 4, to będę w niebie. Dlaczego Ci, którzy się uczą, mają pod górkę? dostają trudniejsze testy i nawet nie mogą sciągnąć?

Chcę, żeby rodzice byli ze mnie dumni! Chcę być, choć raz z siebie dumna!

Bez oddechu..

Brak mi jakiegokolwiek powodu, by oddychać. By starać się. By uśmiechać. Wszystko wydaje mi się takie nieprawdziwe. Szkoła, przyjaciółki, oceny. Nie wiem, co zrobić ze swoim życiem. To chyba jest najgorsze. Brak wiary w siebie, w przyszłość. Nie umiem się uśmiechać. Nie potrafię już udawać. Maska, którą zakładam, idąc do szkoły, żeby znajomi nie zorientowali się jak bardzo mi źle. Maska, która zakładam przed rodzicami, żeby nie smucili się, bo przecież tak bardzo się starają. Ich ciężar jest już za ciężki. Nie umiem już przybierać pozy szczęśliwej nastolatki. Jedynaczki, która może mieć  wszystko i wszystkich. To takie irytujące. Gdy wiem, że są osoby, które zazdroszczą mi. Myślą, że mam wszystko. Tak bardzo się mylą. Nie ma nic gorszego niż to, co przeżywam. Czy można być tak beznadziejnym, żeby żaden profil nie był tym odpowiednim?Uczyć się po nocach i dostawać 4, mieć maks 5 znajomych, swoje życie ograniczać do meksykańskich telenoweli? Nie wiem,kiedy to coś we mnie pękło. Czuję się taka pusta w środku. Czuję się taka samotna. Nie ma osoby, która zna mnie w 100%, oprócz mamy, ale jej nie chcę załamywać i tak dużo ją to wszystko kosztuję.

Sama nie wiem, dlaczego tak bardzo mi go brakuje. Chyba , gdy widzę roześmiane twarze koleżanek, kierujące swój uśmiech ku chłopakom. Trochę dziwnie się czuję. Nie wiem, dlaczego tak bardzo chciałbym miec kogoś takiego. Może on by mnie zrozumiał? Może powodowałby uśmiech na mojej twarzy? Moze wniósłby jakiś powiew świeżość? W sumie, nawet się nei dziwie, że żaden się do mnie nie zbliża. Mam problemy sama ze sobą, pesymizm mną zawładnął, za piękną w żadnym razie się nie uważam, wiec..czego ja oczekuje? TO GŁUPIE.